Gołąb

2016/05/28

Ściana

2016/03/31

1/100 sekundy

Świat zazwyczaj wydaje się surową pustynią, a kwiaty, które na nim kwitną, czynią to wbrew naturze.

 Stephen King

na ścianie

View original post

Wsparcie

2016/02/01

antena_satelitarna_wiklina

Wspomóż niezależnych dziennikarzy…

Mur

2016/01/25

1/100 sekundy

Smu­tek to naj­dziw­niej­sze z uczuć: czy­ni nas bez­radny­mi. Jest jak ok­no ot­warte wbrew naszej wo­li – przy nim można tyl­ko dy­gotać z zim­na. Z cza­sem jed­nak ot­wiera się rzadziej i rzadziej, aż wreszcie całko­wicie sta­pia się z murem. 

Artur Goldenalbum 353

View original post

Śpieszmy się kochać…

2015/10/24

Śpieszmy się kochać…

 

Możesz? Pomóż!

2015/09/12

Klub „Karaluch”

Powracamy. W świecie rzeczywistym i wirtualnym. Dobrzy ludzie udostępnili nam pokoik i piwniczkę nieopodal „Wola Park”, przy ul. Górczewskiej, w Warszawie.
Przypomnę zasady funkcjonowania Klubu.
Udzielamy pomocy tylko osobom, które znamy osobiście.
Darczyńców kontaktujemy bezpośrednio z nimi. Gromadzimy także dary rzeczowe. Obecnie pilnie potrzebne są:
– art. szkolne (kredki, zeszyty, pisaki, tornistry, plecaki, tablety, itp.),
odzież sportowa (unisex) dla młodzieży w wieku 12-17 lat, telefony komórkowe (używane ale sprawne) – nawet te najstarsze (powracamy do akcji „Obok lucza na szyi” – telefon komórkowy), sprzęt komputerowy – od drukarek po notebooki, żywność o przedłużonym terminie przydatności do spożycia, środki higieny (od proszku do prania po… papier toaletowy).
Ucieszy nas możliwość wspomożenia osób starszych i dostarczenia im następujących sprzętów: dwóch aparatów słuchowych, małych lodówek, pralek, kuchenek gazowych, itp. Wszystko małe, ponieważ nasi podopieczni mieszkają najczęściej na kilkunastu metrach kwadratowych. Darczyńcom z zagranicy chętnie przekażemy nazwy leków, dla starszych osób, które niedostępnie są nieodpłatnie w Polsce.
W miarę możliwości regulujemy opłaty za światło, gaz i wodę, szczególnie osobom samotnym.

Chciałem uczynić to już wielokrotnie ale stan mojego zdrowia i chamski incydent wywołany przez Ryszarda B. spod Londynu, Marka S. z Brukseli oraz Małgorzatę S. z Warszawy, odebrał zarówno mnie jak i współpracującym ze mną osobom chęć do działania. Na chwilę. Panowie czują się bezkarni ponieważ przebywają poza Polską. Wytoczyliśmy przeciwko nim sprawę sądową o zniesławienie i o odszkodowanie. W przypadku chamsko zachowującej się pani uświadomienie jej, że źle się zachowuje było prostsze. Dwóch wolontariuszy odwiedziło ją w jej firmie, wyjaśniając niestosowność jej postępowania. Jeden skromnej postury, drugi ogromny.

Zajmuję się pomocą od lat. Z grupą przyjaciół udało mi się powołać Stowarzyszenie „MONAR” oraz kilka innych stowarzyszeń i fundacji. Wtedy właśnie uodporniliśmy się na znieważanie, obelgi, zawiść a także cwaniactwo deklarujących pomoc w imię autoreklamy. Nasz Klub utrzymywany jest ze składek jego członków. Nie korzystamy z darowizn, dotacji, itp. Za połączenia telefoniczne, Internet, przejazdy, transport, korespondencję pocztową, etc. płacimy z własnej kieszeni.
Nie lubimy absorbowania naszego czasu czczą gadaniną, pustymi deklaracjami oraz uwagami typu: bezdomni mogą pójść do przytułków, dzieci i starsi do ośrodków pomocy społecznej a bezradni i zagubieni – do psychiatry.

Dziękuję wszystkim wymienionym za to, że ze zrozumieniem odnieśli się do życiowych problemów innych.
Przywołuję z pamięci: Jerzy Poleś, Paul Prandecki, Justyna Ogłuszko, Ewa Macholak, Andrzej Pożarski, Tereska Marek, Stanisław Krzyżowski, Maks Polak, Gwidon Kasior, Irena Moska, Iwona Majewicz, Ryszard Fiori…
Jeżeli kogoś pominąłem, to gorąco przepraszam.
Wiele z tych osób wspomogło także mnie osobiście w trudnych chwilach choroby, bezdomności i bezradności. Dziękuję z całego serca.

Namawiam gorąco – twórzcie podobne lokalne Kluby niosące pomoc osobą wam znajomym a pozostającym w potrzebie.
Wśród młodych ludzi ale nie tylko, jest wielu, którzy chętnie zostaną wolontariuszami. Ogromna jest moc w dobroczynności płynąca z serca i rozumu.
Pozdrawiam was wszystkich i dziękuję za wytrwałość, że doczytaliście do ostatniego zdania.
Zdzisław Ryszard Mac

Tel.: +48 790808523
Skype: infoplredakcja
E – mail: free.radio.info@gmail.com

Informacje o mnie w Internecie…

We recommend „KARALUCH” Club…

2013/04/15

Dears,
As it was taking place years ago, nowadays, the group of journalists, bloggers, writers I know, as well as many other people acting out of charity, visit heroes of their publications. They take with them not just only goodness and their hearts but also small gifts. Clothing, books, stationery, something to eat and little sums of money.
Unfortunately, it is becoming worse and worse every year. Poor people become even poorer…. It is sad but true.
In this situation we founded the „KARALUCH” Club. If you have things useless for you that might be a help for children, youth or the elderly, please be so kind and contact us.
All the gifts can be sent directly to the people in need. We inform about their addresses over the phone or via e-mail. If it is necessary, we cover delivery costs by postal order. We can also collect the parcels in the Warsaw area.

Phone numbers:   +48 790808523,  +48 511378461. You can send SMS – we will call you back.

E – mail: free.radio.info@gmail.com
We recommend „KARALUCH” Club to all we know and those who we do not know yet.

Nasza kamienica. Zegar

2013/02/12

Niezbyt przyjemnie zaczął się niedzielny poranek. Ktoś skradł zegar z naszej kamienicy. I nie tylko. To ten widoczny na zdjęciu. Pamiątkowy. Przez lata wisiał na swoim miejscu, obok lustra, i cieszył wszystkich sąsiadów. Choć od lat nie chodził.  Taki pech. Brama była chyba zbyt serdecznie otwarta.

Humory się poprawiły przed południem. Po powrocie pani Bronisławy Bronki z kościoła. Na dwóch mszach była, bo pan Bronisław nadal w areszcie. Tak to już jest kiedy z patriotycznej rodziny się pochodzi. – Jak do więzienia nie zamkną, to do kościoła pójść można. Tak już mamy w rodzinie od powstań… – powiedziała. Póżniej była herbata z sokiem. Dla wszystkich. 

Dzieciaki sąsiadów zabrały mnie – kulawego – na spacer po warszawskich Łazienkach. Idziemy sobie a przed nami para z dwójką dzieci. Wyprzedzić były trudno, bo alejka wąska, więc chcąc nie chcąc, posłuchałem. 
Rodzina wracała z wycieczki po budynku tzw. parlamentu, gdzie dziś drzwi otwarto.
Malec w czapeczce z bombką zapytał: – Tato, to tam na tej okrągłej sali mają być związki partnerskie? 
Ojciec: – Tak, tam będą w tej sprawie głosować jeszcze raz. W sprawie ustawy. To taki zbiór praw.
– A jak już „wygłosują”, to co będzie?
– Będzie nowa ustawa.
– A czy oni tam mogą głosować żeby byli kanibale?
– Co ci do głowy przychodzi? Skąd w Polsce kanibale?
– A w telewizji mówili, że dużo głodnych w Polsce i nie mają co jeść.
– Kanibalizm jest zabroniony! Nikt normalny na to się nie zgodzi.
– A w telewizji mówili, że ta pani przebrana za pana, to jest krwiożercza.
– Głupstwa mówią a ty jesteś mądry i mama z tatą ciebie nie pozwolą zjeść, nawet gdyby ustawowo na kanibalizm pozwolili. Widzisz tam tego dużego ptaszka?
– A w tym sejmie to też z ptaszkami głosują?
– Pawia podziwiaj, bo to rzadkość!
Alejka się poszerzyła i wyminęliśmy szczęśliwą rodzinę. Oby tylko w tzw. parlamencie tej ustawy o kanibalizmie nie przegłosowali. 

„Artysta” ostanio sąsiedzko się nie udziela. Chyba tworzy. Ryszard Kapara także rzadko wychodzi z domu. Czasami dolatują zza drzwi piosenki marszowe, co może oznaczać przygotowania do czegoś poważniejszego. Studentki z Ukrainy wyjechały do domów na kilka dni. Słonina już nam się śni. „Literat” dokończył kilka poematów. Tak jak obiecał, pod trzepakiem po wieczornych programach informacyjnych, wyśpiewał wnioski do pomocy społecznej, na znaną melodię „Szła dzieweczka do laseczka”. Z własną muzyką nie mógł sobie poradzić przez dwa dni. Tępo nie pasowało. Wiadomo. Złej baletnicy to i dokumenty urzędowe przeszkadzają. Dzieciaki trochę przy tych śpiewach potańczyły. Pani Bonka biodrami poruszała, do tańca nie dając się poprosić. Bez pana Bronka w domu nawet z sąsiadami nie chce tańczyć.

Przed brama znaleźliśmy fałszywe „euro”. Z jednej strony jakieś dziewczęta a z drugiej telefony do agencji ale nie rozwoju. Dawniej takie ulotki na wzór złotówek drukowali. Teraz po sukcesie w Brukseli idą z duchem czasu. 

Jutro powinno być weselej. Tak przynajmniej z informacji medialnych wynika. Będą dzielić i rozdawać. Niestety, nasza kamienica na remonty nic z Unii Europejskiej nie dostanie. Jesteśmy wyjątkowo niespójni z liberalną polityką. Dziury na podówrku przyjdzie łatać za pieniądze z sąsiedzkiej zrzutki. Kominy mają malować specjaliści z Sopotu ale dopiero po zmianie rządu.

Z tym wnioskiem o ustawę w sprawie legalizacji kanibalizmu to chyba przesada. Jest kapitalizm. Wystarczająco krwiożerczy. Po co bliźnich zjadać, skoro można  ich doić i strzyc.

Zaśnijcie spokojni. Niech was koszmary nie prześladują. Niegrzecznym niech się rano pojawi TVN 24 albo strona tytułowa „Gazety Wyborczej”.  

Nasza kamienica. Karaluchy do poduchy

2013/02/08

Karaluchy do poduchy. Przynajmniej dzieciakom humor dopisuje. Zrozumiały już na czym polega nieobecność aresztowanego za niezapłacone grzywny pana Bronisława Bronka. Tak jak dawniej przed wieczornym rozstaniem wołają do siebie na klatce schodowej:   –  „Karaluchy do poduchy”. Teraz dodają: – „Uwolnić  Bronka!”.  Rosną patrioci! Kamienicznemu bojownikowi o wolność i demokrację oraz usunięcie w urzędów „agentów, zboczeńców, liberałów i innych cymbałów”, do końca kary pozostało 14 dni. Pani Bronisława – żona – nawykła do czasowych pobytów drugiej połowy „po sanatoriach” jakoś się trzyma. Choć po schodach wolniej wędruje i często przez okno wygląda. Dużo już na swojej ulicy widziała. Najczęściej przywracanie tzw. porządku. Karabinami, pałkami, gazem. Mimo to trwa i kolejnej wiosny wyczekuje.

Pani Małgorzata Sadowska z warszawskiej Woli, kwiaciarka od pokoleń, kolejne worki z odzieżą przyniosła do Klubu „Karalucha”. Kiedy się nazbiera więcej planujemy zaproszenie sąsiadów z okolicy. Przynajmniej na kupnie ubrań zaoszczędzą i na jedzenie dla dzieciaków parę groszy w portfelach zostanie. Wczoraj ktoś pod bramą pudło zostawił. Ciężkie, z autografem „Dla Karaluchów”. Kartony z mlekiem i pieluchy jednorazowe dla tych, którzy nie zawsze ze względu na pierwsze kroki, do nocników zdążają. Dziękujemy anonimowi. Za dowcip także – podpis pod adresem: „Anonim Kupka”.

„Artysta” zdobył się na gest i wielu w kamienicy dostęp do Internetu zapewnił. Siecią bezprzewodową kamienicę oplątał i teraz ci, którzy nie mieli to już mają. Hasło dostępu: donaldoddajfartucha. Logowanie przez: UPC 00505xx Jeżeli będziecie w okolicy, korzystajcie bez ograniczeń. Ale wcześniej zatelefonujcie, żeby nam przepustowość nie spadła. Kiedyś były obiecanki cacanki, że w Warszawie dostęp będzie bezpłatny do Internetu. Skończyło się jak zwykle na wybranych a my do nich nie należymy. Dzieciaki to się tak wyuczyły, że pod budynek tzw. parlamentu biegają i korzystają z sieci posłów i senatorów. Jednak zimą nie jest to dobre rozwiązanie. Po pół godzinie, tak jak w ubiegłą sobotę, wyglądają „bałwaniasto” a sople spod  nosa uderzają w klawiaturę. W szkołach nadal upominają się o obiecane komputery ale odpowiedzi konkretnej nie ma. Podobno Waldemar, ten z Pawlaków, obiecywał, jednak musiał odejść i być może coś się zmieni kiedy wróci. Na ochotnika. W końcu szefem jest ochotniczych straży pożarnych a gasić będzie trzeba, że lepiej nie mówić. Niech tylko słońce zaświeci. Z Peru mają podesłać słoneczko.  A jeszcze goręcej ma być w mediach, kiedy obecny wódz wróci z Brukseli. Zarzucić ma wszystkie podwórka „euro” i dalszymi obietnicami. Dobrze, że lata a nie podróżuje autostradami, bo na polskich odcinkach można się z większym bagażem zakopać dokumentnie.

W piwnicy bez zmian. Dwóch bezdomnych, trzy koty, jeden pies. Ryszard Kapara był dziś agitować. Nowy ekran obiecał. Czyli sytuacja w zakresie mediów może ulec poprawie. Obecnie bezdomni, koty i pies audycje telewizyjne oglądali na radzieckim telewizorze o małej przekątnej ekranu, co nie oddawało horyzontów widocznych ze studia TVN 24. Do tego czarno – białe wszystko było a tu zanosi się na pełną tęczę.

Z tak zwanej opieki społecznej była dziś pani u jednej z rodzin. Nic do jedzenia nie przyniosła. Zostawiła wnioski do wypełnienia. Na nic zdało się tłumaczenie, że nędza wygląda tak samo jak przed miesiącem. Wypełnić trzeba. Nawet jeżeli sytuacja nie uległa zmianie. „Literat” będzie miał zajęcie, bo ubogim zawsze podania do pomocy, komorników i sądów pisze. Do niedzieli ma napisać muzykę na gitarę i flet i wnioski pod trzepakiem będzie śpiewać. Poproszony o jakąś melodię do śpiewania PIT – ów odpowiedział, że to się śpiewa a capella. Niech będzie. Można spróbować.

Jutro będą – wspólnie – czyszczone lustra i klamki w naszej kamienicy. Uprasza się o ostrożność i zrozumienie.

Pani „Maślana” skończyła już portretowanie mieszkańców. Na gazetce kamienicznej wywiesiła propozycje. Nie powiem, wszyscy razem wyglądamy na pensjonariuszy jakiegoś zakładu. To jednak nie wina pani „Maślanej” a naszych przodków i nas samych.

Związków partnerskich w kamienicy nie przybyło. Bazujemy na zwykłych. Wiadomo o co chodzi…

Przybywajcie, czujcie się jak u siebie. Śnieg pora odgarniać, bo tzw. premier może wrócić wcześniej i kontrole zarządzić a u nas już marnie z kasą na mandaty za bezruch łopaty.

Nasza kamienica. Przyszli i już

2013/02/05

Przyszli i już. Zabrali pana Bronisława Bronka. Mieli nakaz doprowadzenia do aresztu śledczego, na Służewcu, w Warszawie. Czarno na białym. Doprowadzić.  Z jakiego powodu nie wiedzieli. Pożegnał się pan Bronisław z panią Bronisławą. Co miał w kieszeniach, to oddał. Nawykły do zatrzymań. Wie, że im więcej się ma przy sobie, tym więcej pisaniny przed wejściem „pod celę”, gdzie ktoś papierosem poczęstuje. A do tego, to najczęściej „przejściówka” a tam też nie ma co zapalić. Powieźli pana Bronka. Tylko on wie za co. Trzeba czekać. Prawo jest prawem, tych co go zabrali. Wiemy, że przeżyje. Nie jedno ma za sobą. W grudniu siedemdziesiątego pałowali i strzelali, w Ursusie pałowali, w czasie stanu wojennego farbowaną wodą polewali a teraz… Zabrali. Wywieźli. I nie ma się zmiłuj się. Będzie wiosnę przez kraty oglądał. Byle „pod celę” tzw. kiboli trafił, to pomogą.

Smutno się zrobiło. Dzieciaki zrozumiały, że to prawie wojna. Prawdziwy autorytet w kajdanki skuli i wywieźli. Pani Bronisława Bronka pod kapliczkę poszła i niepotrzebnie wyklinała. Jutro będzie spowiedź i do zaliczenia wiele pacierzy. Przeklinać to można ale pod trzepakiem a nie pod kapliczką. Usprawiedliwiona jest przed nami. Jedynego jej odebrali. Od pięćdziesięciu lat jedynego. Wyrok był za pyskowanie sędzinie w sprawie o przejście na czerwonym świetle.  Pociesza nas, to że teraz spod celi lepsze wiązki jej posyła.

Obiecałem, że napiszę co było w niedzielę i w poniedziałek w naszej kamienicy. Tak w ogóle, to nic się nie wydarzyło. Pod bramą wystawali z transparentami. To fakt. O związki partnerskie się upominali. Nasza kamienica z kraja. Chcą, to niech się upominają. Pani Bronisława w niedzielę to nawet herbatą i kawą ich częstowała. Ten przebrany za biedrońkę to nawet się napił i pochwalił, że gorąca. Niby herbata. Wiemy jednak, że chodziło o panią Bronisławę. Nie chciała jednak jak Wanda i nie wzięła Niemca /teraz takie prawo, że mogą z zagranicy bojówkarzy zamawiać/.

Bałwanki, jak przykazał poeta Marek Gajowniczek /czytaj, co było wczoraj!/, się roztopiły. Dzieciaki kombinują coś przy śmietniku. Chyba jakąś Marzannę albo Annę z trocin ze starego materaca. Z tym materacem to też jest nie tak. Podrzucili nam z apartamentowca, bo u nich zakaz wyrzucania „gabarytów”, to podrzucają gdzie się da. Telefonowaliśmy w tej sprawie do Straży Miejskiej. Nie interweniowali, bo nie ma na podwórku foto radaru.

Wiewiórkę, żywą, przyniósł „Artysta”. Podobno samochód ja przed bramą potrącił. Niech będzie. Ruda. Z kitą. W łapkach orzeszek trzymała. Jak twierdzi „Artysta”, to wszystko co ma. Wiewiórka podobno wie dużo na temat lotniska w Szymanach. Z prawdami do nas przybyła. Kiedyś głaskała ją Maria Wiernikowska – dziennikarka. Obie chyba nie najlepiej skończyły. Szukajcie w „Google”: Wiernikowska, wiewiórka, Maria, Szymany. Kiejstuty… Prawda się Wam wyświetli.

I nie dawajcie się nabrać na „szkło kontaktowe”. Lepiej zapisać się do okulisty. Nawet na 2033 rok.

„Literat” był na spotkaniu w sprawie katastrofy smoleńskiej. Milczy. Smutny. Mówi, że „prawda zabija”.